poniedziałek, 26 października 2015

ŁAN

-Chejcik Skot- do pokojó wszedł muj wiecznie roześmiany frend Stajls
-Elo stary! Masz jakiś śmiehowy pomysł na spędzenie dzisiejszego wieczorkó?- zapytałem zalotnie spoglondajonc na łysom czahe frenda hihi
-Wieesz morzemy poszókać drógiego fragmentu ciała takiej jednej laski heh
-Okej heheh
Rószyliśmy radośnie w strone starego, bródnego i śmierdzoncego dżipa łysego i pojehaliśmy do lasó majonc głemboko w tyłkah, rze jest jórz ciemno. Hehe my bóntownicy.
Gdy dojehalismy na miejsce wyciongnołem swuj inchalator (wszyscy myślom rze jestem hory na astme, a tak naprawde tżymam tam tabake heheh), by nasycić się powietżem z niego.
-Idziemy szókać trópa!- kżyknoł Stajls, który definitywnie był naćpany.
A to cwel sie nie podzielił- pomyślałem i z fohem rószyłem za nim.
Chasaliśmy miendzy dżewami i tórlaliśmy się po ziemi, arz usłyszałem czyjeś kroki.
-Tee twuj ojciec hyba idze!- wydarłem się mó do uha
-O kórczaki zamkni ryja mósimy uciekać!
Od razó go posłóhałem i rószyułem pżed siebie tak szybko jak tylko umiałem. Biegłem, biegłem, aż spostżegłem się że muj frend znikł. Pewnie go złapali. No nic to kara od losu rze sam ćpał i o kómplu nie pomyślał.
Biegłem dalej, aż potknołem się o niewielkom mruwke. Moje ciało upadło na ziemie po czym stórlało się po gurce. Gdy tak czadersko sobie spadałem wypadł mi muj inchalator. Załamany zaczołem płakać. To był muj ostatni zapas tabaki..
Pżez ten płacz nie zczaiłem że jurz nie spadam. Szybko wstałem i rószyłem w poszukiwaniu tabaczki.
Tak see szókałem arz dostżegłem jakomś głowe w liściach. Podeszłem blirzej.
-Przepraszam pani głowo nie widziała pani mojej tabaczki? Nie? To paruwka pani w usta hehe- odeszłem dómny ze swojego nowego tekstó.
Moją radość pżerwało wycie.
Kóża stopa walić tabaczke hyba mósze uciekać- pomyślałem i tak terz zrobiłem.
-Hał hał czekaj dziecioku!- usłyszałem obcy głos za sobom i sie zatżymałem. Odwruciłem się i ujżałem śmiesznego pso człowieka. Zaśmiałem się pod nosem
-Czego?- zapytałem nie miło
-Weź daj się ugryść. Staniesz się fajny i laski bendom na ciebie leciały.-żekło dziwne stwożenie
-No oki doki pżekonałeś mnie.
Po tyh słowah Pepe (bo tak nazwałem tego psiaka hehe) ugryzł mnie w bżuszek...


________________

Pierwszy rozdział mojej parodii xdd Mam nadzieje że komuś się to spodobało i wywołało choć niewielki uśmiech na twarzy :)

Witaj!

Na wstępie chciałam tak kurtko powiedzieć co będę tutaj dodawała.
Więc będzie to parodia serialu "Teen Wolf". Prosiłabym, aby nie brać niczego na poważnie! Ten blog ma na celu rozśmieszyć czytelnika swoją treścią ;)
Jeśli komuś taki rodzaj humoru nie odpowiada radze by opuścił bloga ;)
No nic mam nadzieję, że komuś te bzdury się jednak spodobają i wywołają uśmiech na twarzy!
Więc zapraszam do czytania! :D